Jak rozmawiać z otoczeniem

Jak sama nazwa wskazuje...

Moderator: Moderatorzy

Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Sovyen » So 25 paź, 2014 23:34

Jak rozmawiacie z otoczeniem o diecie? Nigdy nie miałam większych problemów z dogadaniem się z innymi ludźmi, ale od kiedy jestem zmuszona poruszać temat diety, aby samej sobie nie szkodzić wręcz się we mnie gotuje..
Staram się nie robić z choroby wielkiego halo, bo nie jest to koniec świata, samą dietę lubię, nie ciągnie mnie do glutenowych rzeczy, ale spotkania rodzinne/towarzyskie na których powstają sytuacje okołojedzeniowe są dla mnie nie do ogarnięcia.
Przy założeniu, że rozmawiam z wykształconymi ludźmi, umiejącymi obsługiwać Internety najpierw myślałam, że nie ma potrzeby aby specjalnie wdawać się w szczegóły diety. Tym bardziej, ze nie czuję sie swobodnie wiecznie poruszając ten temat.
Nie chcę spędzać spotkań na tłumaczeniu z czego jest kasza jęczmienna i czemu nie. Mam też wrażenie, że takie rozmowy stały sie pełne złośliwości: "co tak nagle ci się wzięło że nie jesz, przecież jadłaś normalnie", "ty to nic już nie jesz", "zobacz jakie dobre chociaż spróbuj".
Jak sobie radzicie z takimi tekstami i jak działacie z opornymi ludźmi, którzy od czasu do czasu Was karmią?

Nie wiem czy dział dobry, jakoś nigdzie mi nie pasowało ;)
Avatar użytkownika
Sovyen
Aktywny Nowicjusz
Aktywny Nowicjusz
 
Posty: 55
Dołączył(a): So 11 paź, 2014 21:25

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Leeloo » So 25 paź, 2014 23:45

jakbym siebie czytała :D

powiem krótko- szybko przestałam się tłumaczyć. szkoda życia. kto chce, komu na Tobie zależy, ten zrozumie. kiedy ktoś naciska, mówię wprost, że od diety zależy moje życie, funkcjonowanie wszystkich układów, płodność, odporność i sprawność mózgu. można na hardcorze rzucić wzmiankę o raku jelita. często spławiam złośliwców "wpisz moją chorobę w wujka google, wiesz ja mogę kłamać, a on prawdę ci powie", albo "a, bawię się w celebrytę, dołączysz się?"
Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna.

Obrazek
Avatar użytkownika
Leeloo
-#Moderator
-#Moderator
 
Posty: 7470
Dołączył(a): Pt 22 mar, 2013 19:33
Lokalizacja: Polska

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez monisiak81 » N 26 paź, 2014 15:02

cyt."Jak sobie radzicie z takimi tekstami i jak działacie z opornymi ludźmi, którzy od czasu do czasu Was karmią?"
z tekstami łatwo sobie poradzić.
ja kiedyś wyczytałam gdzieś na forum i to stosuję, - "ja zjem coś glutenowego jak ty napijesz się kieliszek domestosu, jak tobie nie zaszkodzi domestos to może mi nie zaszkodzi gluten", u mnie też nawet przez bliską osobę nie raz się przetacza słowo, no bez przesady jakbyś spróbowała odrobinkę to by ci się nic nie stało, ale wtedy udaję że nie słyszę wychodzę to wc i tyle i temat sam się urywa.
A ludzie którzy nas czasem karmią to moja i męża rodzina (teściowie, siostry, bracia) moja rodzina pojęła temat bez problemu i jak się spotykamy grupowo to moja mama czy siostry gotują ogólnie dla wszystkich bezglutenowo i nie ma z tym problemu, u teściowej przeważnie dostajemy po prostu pierś z kurczaka albo kotlety schabowe gotowane na parze (bo twierdzi że ona nie umie).
Myślę że przede wszystkim to jest kwestia chęci i akceptacji "Naszej" zmiany przez osoby z otoczenia i nic poza tym, a z dietą da się żyć :)
monisiak81
Aktywny Forumowicz
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 277
Dołączył(a): Wt 05 kwi, 2011 11:02
Lokalizacja: Warszawa

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Sovyen » N 26 paź, 2014 19:23

Właśnie wróciłam z obiadu w gościach i mój brzuch już cierpi, mam ochotę zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić, moje zaufanie do jedzenia robionego przez kogoś innego sięgnęło zera :/

W piątek była u mnie koleżanka weganka i wszystko do jedzenia przygotowałam po wegańsku, choć sama nie jem tak zawsze. Nie traktowałam tego jak swojej dobrej woli, ale było to dla mnie oczywiste. Zapraszam kogoś, więc muszę o niego zadbać. Jak nie chcę dbać to widocznie mi nie zależy i nie zapraszam. Nie rozumiem dlaczego dla reszty świata nie jest to oczywiste..

Korzystając z Waszych rad postanawiam być bardziej stanowcza i zawsze mieć w pogotowiu dobre odzywki na te wszystkie durne teksty... :guns:
Avatar użytkownika
Sovyen
Aktywny Nowicjusz
Aktywny Nowicjusz
 
Posty: 55
Dołączył(a): So 11 paź, 2014 21:25

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez sandyy » N 26 paź, 2014 23:40

"ja zjem coś glutenowego jak ty napijesz się kieliszek domestosu, jak tobie nie zaszkodzi domestos to może mi nie zaszkodzi gluten"

miszcz i kradne!!! :sylwester:
do wykorzystania na najblizszej posiadowie ze zgryzliwosciami :D

a do rzeczy:
moja metoda to opowiadam o chorobie, na czym polega, zeby ludzie wiedzieli - nie chce z tego tworzyc tematu tabu, bo wtedy zaczyna sie robic z tego faktycznie dziwna sprawa; w pracy daje moje zarcie probowac innym, coby wiedzieli, ze bezglutenowe jest normalne i nie ma powodu robic z tego halo.
na rodzinne spotkania proponuje zabierac wlasna potrawe, zeby nie umierac z glodu :)
potrawom przygotowanym przez innych ufam - ale tylko tym, ktore wiem, ze nie sa w stanie zanieczyscic (gotowane ziemniaki, surowka z jogurtem/smietana), reszty nie tykam, chyba, ze jestem w towarzystwie, gdzie moge zapytac o wszystko (lacznie z tym, czy deska byla umyta przed krojeniem danych rzeczy) :)
Avatar użytkownika
sandyy
Bardzo Stary Wyjadacz :)
Bardzo Stary Wyjadacz :)
 
Posty: 2561
Dołączył(a): N 27 lip, 2014 22:30

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Sovyen » Pn 27 paź, 2014 09:19

sandyy napisał(a):reszty nie tykam, chyba, ze jestem w towarzystwie, gdzie moge zapytac o wszystko (lacznie z tym, czy deska byla umyta przed krojeniem danych rzeczy)

Zazdroszczę i towarzystwa i odwagi. Wiem, że krojenie na tej samej desce, tym samym nożem, mieszanie tą samą łyżką itp. szkodzi, ale wydaje mi się, że dla niezaznajomionych z tematem brzmi to paranoicznie i od razu szufladkują to w kategorię "przesadza".. :039:
Avatar użytkownika
Sovyen
Aktywny Nowicjusz
Aktywny Nowicjusz
 
Posty: 55
Dołączył(a): So 11 paź, 2014 21:25

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Mamba » Pn 27 paź, 2014 21:01

Temat jest niezwykle ważny i cieszy mnie to iż Sovyen go poruszyła.
Bywało niejednokrotnie że podczas różnorakich uroczystości "towarzystwo" doprowadzało mnie swoimi tekstami typu " co ty pierd ... weź ten kawał kiełbachy ... " do takiego stanu że musiałem już zakończyć imprezę.
Z powodu takich tekstów bardzo skutecznie odechciewa mi się w nich uczestniczyć. W takich sytuacjach czuję się jak małpa w zoo. Nie próbuję już tłumaczyć, wyjaśniać bo stwierdziłem że to jest walka z wiatrakami.
Właśnie takie komentarze, teksty i tp w mojej ocenie dobijają człowieka bardziej jak same stosowanie diety czy też znoszenie dolegliwości spowodowanych przez chorobę lub choroby.
Też mam własną odpowiedź dla usilnie upartych "Jak włożysz rękę w ogień, to ja to zjem." :D
Mamba
Nowicjusz
Nowicjusz
 
Posty: 5
Dołączył(a): N 20 lip, 2014 16:16

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez michal_mg » Pn 27 paź, 2014 22:02

Ja co prawda na eliminacyjnej jestem -> gluten również, ale...
Mnie nie pasjonuje posiadanie dużej liczby znajomych, którzy mnie nie szanują/olewają. Tutaj stawiam na jakość :) dlatego jeśli komuś przeszkadza moja dieta to trudno. Największe zaciekawienie sprawia kiedy oświadczam, że również alkoholu nie moge. Tutaj patrzą krzywo, czy to aby nie z powodu AA :D
Kiedy ktoś coś plącze, bo czegoś nie łapie to ok, no sporo mam wyłączeń, a składy różnych produktów są takie, że dopiero oświecam ludzi, o niektórych rzeczach. Jednak jeśli ktoś olewająco do tego podchodzi w stylu: od takiej ilości nic Ci nie będzie... no to sorry. Jeśli jestem gdzieś zaproszony i w złym tonie będzie czegoś nie spróbować, bo poczuje się obrażony - no to będzie obrażony. Skoro oświadczam, że jestem na diecie i ktoś się decyduje na moje towarzystwo przygotowując "coś do żarcia" to ja mogę poczuć się obrażony jak świadek Jehowy kiedy poda mu się kaszanke... Dla mnie moje zdrowie jest najważniejsze. Teraz widzę, że ludzie będąc na jakiś dietach bardzo często robią "skok w bok" i proponują mi takie samo podejście. Niestety od zachowania diety przez określony czas zależy komfort mojego życia w przyszłosci, więc nie ma zmiłuj się - tym bardziej, że przekonałem się o trzymaniu restrykcyjnych warunków diety przez 4 lata podczas najgorszego okresu w moim życiu dotyczącego jelit, które pozwoliły mi wrócić do normalnego jadłospisu. Zero wyskoków, to szybciej o efekty - znajomi namawiający do złamania diety = koniec znajomości i tyle.
nie mam celiakii, a "jedynie" nietolerancje glutenu - między innymi...

Obrazek
michal_mg
Aktywny Forumowicz
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 360
Dołączył(a): Śr 07 maja, 2014 01:05
Lokalizacja: Łódź

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez pleomorfa » Pn 27 paź, 2014 23:09

Staram się tłumaczyć,rodzice czasami już uświadamiają swoich znajomych (typu jak do grilla używa różnych tacek, różnych sztućców, różnych talerzy), a jak ktoś nie rozumie i nie chce tego zrozumieć to tak jak Michał. Jak ktoś do mnie przychodzi to biorę pod uwagę jego ograniczenia dietetyczne, preferencje i inne... to jak ktoś ma gdzieś moją dietę to tak jakby brak szacunku dla mnie i mojego zdrowia (bo to nie jest widzimisię tylko całkiem poważna sprawa).

Na początku nie rozumieli, teraz czasami (po 2 latach) niektórzy otwierają się na temat i nawet czasami jest jedna potrawa dla mnie na imprezie (dopóki ktoś nie wsadzi tam nic glutenowego, także skanowanie poczynania innych przy stole ciągle)...najbardziej słodką rzeczą jakiej doświadczyłam była pierwsza impreza rodzinna u mojego TŻ na jakiej byłam. Akurat się trafiła komunia w restauracji. Rosołu nie jadłam, przy drugim daniu skończyła się cierpliwość lubego i jego kuzyna do tego, że nic nie jem i poszli do pani od kuchni, żeby ziemniaki nie były omaszczone i bez surówki (na talerzu pierwotnym kotlet był daleko w siną dal, więc o nim nikt nic nie mówił) to dostałam ziemniaki przykryte kotletem ... i tak chodzili z tym talerzem chyba 6 razy tam i spowrotem, aż w końcu dostałam same ziemniaki bez niczego. Niezła sława jak na pierwsze spotkanie z potencjalną przyszłą rodziną :sylwester:

I w sumie poczułam się bardziej "akceptowana" niż czasami na imprezach rodzinnych u siebie...nigdy nie zapomnę jak usłyszałam "szkoda, że to nie choroba zakaźna, bo wujkowi też by się dieta przydała". Miałam doła kilka dni. Żałuję, że mądrość nie jest zakaźna, bo o ile lepiej byłoby na świecie.

Ale z reguły staram się tłumaczyć (jak mówię o skutkach to z reguły poruszam najbardziej poważne, żeby zadziałały na wyobraźnię, że dieta to nie przelewki), mówić, jak ktoś chce się dowiedzieć, czego dokładnie nie mogę (babcia dostała dokładną listę czego nie mogę, w czym może być gluten i na co trzeba uważać przy przygotowywaniu posiłków g:D ). Generalnie cierpliwości i nie przejmowania się głupimi tekstami.
Jeśli tra­cisz pieniądze, nic nie tra­cisz. Jeśli tra­cisz zdro­wie, coś tra­cisz. Jeśli tra­cisz spokój, tra­cisz wszystko. - Bruce Lee
Avatar użytkownika
pleomorfa
Bardzo Stary Wyjadacz :)
Bardzo Stary Wyjadacz :)
 
Posty: 3798
Dołączył(a): Wt 29 paź, 2013 07:56
Lokalizacja: Polska

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Sovyen » Wt 28 paź, 2014 09:21

Mamba napisał(a):Właśnie takie komentarze, teksty i tp w mojej ocenie dobijają człowieka bardziej jak same stosowanie diety czy też znoszenie dolegliwości spowodowanych przez chorobę lub choroby.

Dokładnie tak jest.

michal_mg napisał(a):Mnie nie pasjonuje posiadanie dużej liczby znajomych, którzy mnie nie szanują/olewają. Tutaj stawiam na jakość

Mam podobnie, ale z dalszymi znajomymi się nie wdrażam w takie tematy bo i nie ma potrzeby. Największym dramatem jest rodzina chłopaka. Zwykłym znajomym można zwrócić uwagę, tu już byłaby wielka obraza.

michal_mg napisał(a): Jeśli jestem gdzieś zaproszony i w złym tonie będzie czegoś nie spróbować, bo poczuje się obrażony - no to będzie obrażony.

I chyba niestety tak musi być. Ja się okrutnie przejmuję tymi rodzinno-obiadowymi sytuacjami nie dlatego, że nic nie zjem, padnę z głodu i będzie mi przykro, że inni jedzą - to nie są dla mnie problemy. Boje się, żeby komuś kto przygotowuje posiłek nie było przykro, że niczego nie spróbuję. Ale jeśli ma on ma w nosie nie tyle mnie, co moje zdrowie no to sam tworzy co najmniej niezręczną sytuację.
Musiałam Was poczytać żeby dojść do tego "rewolucyjnego" wniosku...

pleomorfa napisał(a):to jak ktoś ma gdzieś moją dietę to tak jakby brak szacunku dla mnie i mojego zdrowia

I kolejne potwierdzenie.
Avatar użytkownika
Sovyen
Aktywny Nowicjusz
Aktywny Nowicjusz
 
Posty: 55
Dołączył(a): So 11 paź, 2014 21:25

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez AndziaMamusia » Wt 28 paź, 2014 09:32

Kieliszek domestosa - :564: , :053: i kradnę :P Moja rodzina juz zrozumiała, gdy przyjeżdżamy w gości czy do moich rodziców czy też teściów, przygotowuja odrębnie mięsko. Ciasta czy torty np na wesela biorę samodzielnie upieczone. Zawsze przed wycieczką, jakimkolwiek spotkaniem, wyjazdem córki - dzwonię i szkole kucharzy :P Początki jednak bywają trudne. W sumie ja nie wiedziałam nic na temat tej diety, sama byłam ignorantka, bo to nie dotyczyło mojej rodziny. Nie wymagam by każdy był "uczonym", ale jeśli ktoś wykazuje minimum dobrej woli w zrozumieniu, to wszystko jest na dobrej drodze :P
AndziaMamusia
Aktywny Forumowicz
Aktywny Forumowicz
 
Posty: 364
Dołączył(a): Pn 12 sie, 2013 11:49
Lokalizacja: Żywiec

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Aga mama Olka » Wt 28 paź, 2014 09:35

Wiecie co czasami myślę, że dzieci młodzież ma więcej rozumu i empatii niż dorośli <:>> Mój syn jest w gimnazjum w trzeciej klasie o chorobie dowiedzieliśmy się pod koniec drugiej klasy i jakoś nikomu nie przychodzi do głowy by mu dokuczać, wyśmiewać. Po prostu poinformował swoje najbliższe koleżeńskie otoczenie o chorobie, coś niecoś przybliżając temat i oni naprawdę zachowują się wspaniale. Moje dziecię wybiera się na dniach na imprezkę klasową, oczywiście zabierze swoje przekąski :) Wiosną chce też jechać na kilkudniową wycieczkę klasową i nie mam zamiaru mu tego zabraniać. Wiem, że nie będzie to łatwe ale trudno.
Najbliższa rodzina, też podeszła do tematu z wyrozumiałością i starają się jak mogą. W wakacje młody spędził ponad tydzień u syna i synowej, zapewnili mu nie tylko jedzenie ale i oddzielną szafkę, sztućce itp. :D No cóż zdaje sobie sprawę, że przyjdzie i nam zmierzyć się z problemami jakie i Wy macie tzn z niezrozumieniem :561: Ciekawe jak zareagują organizatorzy wycieczki kiedy dowiedzą się, że dodatkowym bagażem będzie celiakia Młodego. Wkrótce wybieram się do szkoły na rozmowę w tej sprawie.
Jesteśmy tym czym myślimy, że jesteśmy (M. Aureliusz)
Aga mama Olka
Nowicjusz
Nowicjusz
 
Posty: 32
Dołączył(a): So 07 cze, 2014 20:29

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Anula80 » Wt 28 paź, 2014 09:52

U nas raczej wszyscy podeszli do tematu ze zrozumieniem, chociaż i tak wiem, że moja teściowa uważa, że my z mężem przez fanaberię przeszliśmy na dietę. Celiakia Seby do niej przemówiła, a to że my czujemy się lepiej, cały czas do niej nie dociera. Mimo wszystko się stara robić takie obiady, żebyśmy my też mogli jeść.
Teraz Wam opiszę rewelacyjną scenkę z przedszkola Seby. Niedawno Pani się pomyliła i postawiła przed Sebą biszkopciki zwykłe. Mikołaj (kolega z grupy) je odstawił i powiedział, że Seba ich nie może :D Dzieci w przedszkolu wiedzą i traktują to jako coś oczywistego. Naprawdę podchodzą do tego lepiej niż dorośli.
Poza tym jestem dumna z mojego syna, bo sam też wie, że nie może jeść glutenu, rozmawia o tym jak o najnormalniejszej rzeczy i nie żal mu, że dzieci jedzą coś innego. Dużo pracy nas to kosztowało, tłumaczeń, ale widać, że się opłaciło, efekty już widać :)
Nie ma ludzi zdrowych. Istnieją tylko niezdiagnozowani.
Anula80
Bardzo Stary Wyjadacz :)
Bardzo Stary Wyjadacz :)
 
Posty: 3652
Dołączył(a): Śr 07 sie, 2013 07:40
Lokalizacja: Pruszcz Gdański

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Sovyen » Wt 28 paź, 2014 09:59

Ja Was Mamy podziwiam! Nie wiem jak dajecie radę to wszystko ogarnąć. Choroba u dorosłego to inna para kaloszy. My mamy już większe poczucie odpowiedzialności, sami się sobą zajmujemy, w przypadku dziecka wszystko spada na rodziców - zakupy, kuchnia, rozmowa z dzieckiem, otoczeniem, pilnowanie wszystkiego co krąży wokół dzieciaka. Naprawdę szacun <brawo>

A dzieci bywają różne, teraz coraz częściej słyszę, że czasem są gorsze od dorosłych pod względem złośliwości, ale jak pisze Aga mama Olka i Anula80 są i takie dzieciaki, które zachowują się fantastycznie, widocznie mają dobry przykład :)

Aga mama Olka napisał(a):Ciekawe jak zareagują organizatorzy wycieczki kiedy dowiedzą się, że dodatkowym bagażem będzie celiakia Młodego. Wkrótce wybieram się do szkoły na rozmowę w tej sprawie.

Bądź dobrej myśli :)
Avatar użytkownika
Sovyen
Aktywny Nowicjusz
Aktywny Nowicjusz
 
Posty: 55
Dołączył(a): So 11 paź, 2014 21:25

Re: Jak rozmawiać z otoczeniem

Postprzez Aga mama Olka » Wt 28 paź, 2014 10:43

Przyznam, że jestem pełna podziwu dla Młodego i jego podejścia do diety. Nie traktuje tego jak zła koniecznego, może jedynie jako niedogodność, nie wstydzi się nie ukrywa za wszelką cenę, chociaż i nie afiszuje się :) Biorąc pod uwagę jego wiek (15 lat) można byłoby się spodziewać buntu, nieprzestrzegania diety, ale nic z tych rzeczy! Wiem, że dużo czyta i to tutaj na forum (jak się dopatrzy, że nazywam go "dziecięciem" to mnie chyba udusi :kosci:) Oswojenie z chorobą nastąpiło u nas szybko, może dlatego, że życie nauczyło nas pokory. Młody miał 6 lat jak zmarł tata. Wiemy, że w życiu są o wiele gorsze nieszczęścia niż celiakia. A tej przypadłości akurat nie traktujemy jak nieszczęścia tylko inną, lepszą bo zdrowszą wersję życia ;) Ach! żeby tylko inni nie utrudniali nam życia i nie traktowali jak dziwolągów, bo z tego co piszecie widzę, że tak jest g:(
Jesteśmy tym czym myślimy, że jesteśmy (M. Aureliusz)
Aga mama Olka
Nowicjusz
Nowicjusz
 
Posty: 32
Dołączył(a): So 07 cze, 2014 20:29

Następna strona

Powrót do Hyde Park

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość